Firmy i placówki

Reszel w Gazecie Wyborczej

Reszel to dziś niewielkie miasto na Warmii. Jego dumą jest przepiękny gotycki zamek o masywnych murach i wysokiej baszcie - takimi słowami we wrześniu 2002 roku rozpoczął artykuł na temat Reszla Krzysztof Grzybowski - dziennikarz Gazety Wyborczej.

W średniowieczu Reszel należał do najbardziej rozwiniętych miast Warmii. Przebiegał tędy handlowy szlak łączący Sambię z Mazowszem i innymi ziemiami na południu. Zarówno miasto, jak i okoliczne ziemie były w tym czasie świadkami licznych litewskich najazdów. Władający miastem biskupi dla zabezpieczenia wschodnich granic Warmii postanowili w porozumieniu z Krzyżakami wznieść na nadrzecznym wzgórzu obronny zamek. Jego budowa w miejscu wcześniejszej drewnianej krzyżackiej strażnicy rozpoczęła się w 1350 roku z inicjatywy Jana I z Miśni. Początkowo zamek miał plan czworoboku z jednym skrzydłem mieszkalnym i masywną, cylindryczną wieżą. Z czasem biskupiej siedzibie przybywały kolejne skrzydła, baszty i dobudówki. Warownia spełniała funkcje obronne, reprezentacyjne, umacniała panowanie biskupów na tych ziemiach i - co ważne - podkreślała niezależność od władzy terytorialnej Zakonu Krzyżackiego. Najbardziej reprezentacyjny charakter zyskało skrzydło wschodnie zamku, w którym znalazły się pokoje gościnne i kaplica oraz część południowa, gdzie mieściły się biskupie apartamenty.

Alkohol w baszcie

Gdy po podpisaniu II pokoju toruńskiego Warmia i Reszel znalazły się w granicach Korony, zamek pozostał w rękach biskupów warmińskich. Zmalało jego znaczenie obronne i coraz częściej traktowany był jako letnia rezydencja dla duchownych z pobliskiego Lidzbarka Warmińskiego. Miasto i budowlę omijały nieszczęścia, mimo że zamek kilkakrotnie był świadkiem walk. W roku 1462 podczas wojny trzynastoletniej z Polską atakowali go bezskutecznie Krzyżacy. W dziesięć lat później będący w służbie polskiej Paweł z Mgowa Legendorf dał dzielny odpór zbuntowanemu przeciw Polsce biskupowi Warmii. Nie ugiął się nawet wówczas, gdy napastnicy porwali mu małego syna jako zakładnika i zagrozili jego śmiercią w przypadku dalszej obrony. W latach 1520-21, podczas wojny z wielkim mistrzem krzyżackim Albrechtem Hohenzollernem, oddziały polskie dokonywały z Reszla wypadów nękających Prusy Zakonne. W następnym stuleciu zamek dwukrotnie wpadał w ręce Szwedów. Jednak mimo że oszczędzały go wojska, los nie był wcale dla zamku łaskawy. Od XVII wieku warownia coraz bardziej traciła na znaczeniu. Wykorzystywano tylko niektóre pomieszczenia, reszta stała opuszczona i zdewastowana. Biskupi odwiedzali Reszel sporadycznie i zamek podupadał. Zmiany przyszły wraz z I rozbiorem Polski. Nowi właściciele Warmii Prusacy postanowili zamek w Reszlu przemienić w ciężkie więzienie. Jednak i tę funkcję warownia pełniła krótko. W 1806 roku spłonęła wielka baszta narożna, w której Prusacy urządzili wojskowy magazyn alkoholu.

Bez litości

Jeszcze gorsze następstwa miał pożar z 1807 roku, który doszczętnie strawił cały zamek. Do dziś nie wiadomo dokładnie, jakie były prawdziwe przyczyny pożaru. Jedna z wersji głosi, że na wieść o zbliżających się do Reszla wojskach napoleońskich bunt podnieśli polscy więźniowie, którzy chcieli przyłączyć się do oddziałów generała Zajączka i Dąbrowskiego. Druga winnymi czyni polskich żołnierzy, którzy mieli zaprószyć w zamku ogień. Jednak najsłynniejsza i najbardziej przerażająca jest trzecia wersja tej historii. Jej bohaterami jest przybyła wraz z napoleońskimi wojskami do podreszelskich lasów dwójka nędzarzy. Ona, trzydziestoośmioletnia pasterka Barbara Zdunk obarczona czworgiem dzieci, on - dwudziestoletni parobek. Chłopak opuścił wkrótce kobietę i wywędrował do miasta, gdzie zamieszkał w ubogim zaułku. Tam odwiedzała go porzucona, grożąc zemstą. W nocy z 16 na 17 września 1807 roku zaułek padł ofiarą pożaru. Zginęło dwoje ludzi, a ogień strawił jeszcze inne budynki, wśród nich zamek. Podejrzenie rzucono na Barbarę, którą aresztowano i sprowadzono do zrujnowanego przez ogień zamku. Śledztwo prowadzono niedbale i tak, aby za wszelką cenę udowodnić kobiecie winę. 22 czerwca 1808 roku zapadł wyrok skazujący domniemaną podpalaczkę na śmierć. Jako że została ona oskarżono również o czary, miała spłonąć na stosie. Sprawa nie była zupełnie jasna i przeszła kolejno przez wszystkie instancje pruskiego sądownictwa. Przez ten czas uwięziona w zamku Barbara pozostawała pod strażą rozwydrzonych i żądnych zemsty mieszczan. Akta przeszły przez Izbę Sprawiedliwości w Królewcu, ministra sprawiedliwości w Berlinie i w końcu dotarły do samego cesarza. Nie poruszyła ich ani sama sprawa, ani barbarzyński wyrok - wszyscy go podtrzymali. Ostateczny wyrok zapadł w Królewcu i 21 sierpnia 1811 roku Barbarę Zdunk przywieziono wozem drabiniastym, skutą ciężkimi łańcuchami, na Szubieniczną Górę blisko Reszla. Egzekucji dokonał kat z Lidzbarka, któremu pruski minister sprawiedliwości nakazał poufnie, aby przed zapaleniem stosu nieznacznie zadusił ofiarę. Był to jedyny objaw litości ze strony pruskich władz wobec tak jawnego i niespotykanego już w świecie okrucieństwa dokonanego w imię prawa. Tak zginęła ostatnia skazana na spalenie na stosie czarownica w Europie. Wcześniej, za czasów polskich, podobne barbarzyństwo byłoby nie do pomyślenia. Przed zaborami Warmią rządzili najwybitniejsi przedstawiciele polskiego Oświecenia - Adam Stanisław Grabowski i Ignacy Krasicki, którzy nie tolerowali ani tortur w czasie śledztwa, ani wyroków śmierci, a sprawy o czary dawno odeszły w zapomnienie.

Strachy po zmroku

Dziś po Barbarze Zdunk pozostała na zamku piwnica, gdzie najprawdopodobniej była więziona, do której chętnie zaglądają spragnieni wrażeń turyści. Oprócz tego na zamku działa Oddział Muzeum Warmii i Mazur, Dom Pracy Twórczej Plastyków i galeria, w której swoje prace wystawiali między innymi Franciszek Starowieyski i Andrzej Dudziński. Na turystów czeka przytulna kawiarenka i mały hotel. Atrakcją jest baszta, z której roztacza się przepiękny widok na okazałą farę pod wezwaniem Piotra i Pawła z XIV wieku oraz równie wiekowy, zasłonięty nieco przez drzewa gotycki most na rzece Sajnie. Pomiędzy nimi wznoszą się kamieniczki, pod którymi odkryto niedawno XIV-wieczny drewniano-kamionkowy system odwadniający, który spełnia swoje zadania po dziś dzień.

Spacerując po zamkowych murach, warto zwrócić uwagę na wiele szczęśliwie zachowanych detali. Po zewnętrznej stronie bramy przetrwały prowadnice do okutych bron, na które zamykano otwór wejściowy. W wyższych kondygnacjach istnieją do dziś otwory, tzw. machikuły, służące do rzucania kamieni oraz lania wrzątku i roztopionej smoły na oblegających. W skrzydłach zachodnim i północnym znajdują się ganki obronne obiegające dawniej cały zamek. Trzeba jednak uważać, by na zamkowych murach nie zabawić zbyt długo. Po zmroku można na nich spotkać tajemniczą zjawę pośród błędnych ogni. Nie należy się także samotnie zapuszczać na Szubieniczną Górę, bo to miejsce przeklęte. Nocami słychać tam jęki i zawodzenia. Jak powiadają miejscowi, ludzie tracą tam z oczu drogę i ulegają nieszczęśliwym wypadkom. Kto nie chce, niech nie wierzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Jeszcze nikt nie ocenił tego tekstu - będziesz pierwszy!

Odpowiedz

  • Dozwolone znaczniki HTML: <strong> <cite> <a> <ul> <li> <p> <img> <u> <i> <strike> <br>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Adresy stron www i e-mail są zmieniane automatycznie na linki

Więcej informacji na temat formatowania

CAPTCHA
Pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem, aby zapobiec spamowi.
2 + 3 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.